[Rozmowy #14] Psychoterapeutka Karolina Plichta – Jak Zbudować Szczęśliwy Związek I Zwiększyć Poczucie Własnej Wartości

Opublikowane przez Martyna Stepek w dniu

12 min czytania

Gościem dzisiejszych rozmów jest psychoterapeutka Karolina Plichta. Karolina od ośmiu lat pomaga rodzinom i małżeństwom w pokonywaniu trudności życiowych i problemów w relacjach. Prowadzi swój gabinet i bloga Notatnik Terapeuty, a prywatnie jest szczęśliwą żoną Adama i mamą Hani.

[Martyna] – Karolina, wytoczę najtrudniejsze pytanie na początek. Jak być lepszą partnerką w związku?

[Karolina] – Otóż właśnie dlatego, że bardzo nie lubię ogólnych odpowiedzi, które często można znaleźć w różnych poradnikach, ja się od tej odpowiedzi wolałabym uchylić. Dlatego, że żeby być lepszą partnerką w związku, to trzeba zaprosić swojego partnera do rozmów o tym, co to w ogóle znaczy być lepszą. Lepszą dla kogo? Lepszą dla siebie, lepszą dla partnera, czy dla kogo?

Dynamika związku jest kolista. To znaczy, że mężczyzna i kobieta oddziałują na siebie wzajemnie. Zachowanie jednej osoby wpływa na zachowanie drugiej osoby.

[Martyna] – Czyli wina za trudności w związku jest zawsze pośrodku?

[Karolina] – Właśnie ze względu na dynamikę w związku, opisując relacje między kobietą a mężczyzną, rezygnuję z kategorii winy. Uważam, że wprowadzanie pojęcia winy do związku nie ma żadnego sensu, ponieważ nie przynosi oczyszczenia. Nie przynosi pojednania, nie przynosi niczego dobrego.


Nawet jeśli w związku wydarzy się coś naprawdę strasznego, na przykład zdrada jednej osoby i to przykładowo ukrywana przez lata, to i tak bym zrezygnowała z pojęcia winy. Okej, fakty są takie, że on zdradzał wielokrotnie z jakichś powodów. Teraz nie chcę powiedzieć, że powodem jest jego legalna partnerka, bo tych powodów jest całe mnóstwo. Oczywiście, że ostatecznie to on wskakuje innej kobiecie do łóżka – jasne, temu nikt nie przeczy, ale myślę sobie, że osoba, która zdradziła, już i tak wystarczająco jakby za to pokutuje. Używam pojęcia pokuty – pokutuje ktoś, kto wcześniej zawinił.

Więc nie jest to do końca takie jasne i proste. Podczas terapii par na pewno rezygnujemy z wyłapywania winnego i ofiary, ponieważ ten układ powoduje tylko to, że zarówno ona, jak i on utwierdzają się tylko w swoich rolach. On jest winny, ona jest ofiarą. Wtedy też zaczyna się wykorzystywanie tych ról.

Bardzo często, jak pytałam kobiety już na jakimś takim dalszym etapie terapii, po co jest się ofiarą, jakie masz korzyści z tego, że jesteś ofiarą? Kobiety mówią wtedy, że mogą na przykład bezkarnie kontrolować mężczyznę, że zawsze mają ten argument: ty mnie zdradziłeś i teraz ja chcę wiedzieć wszystko, co robisz.

Ale chciałabym jeszcze na chwilę wrócić do Twojego pierwszego pytania, czyli jak być lepszą partnerką w związku. Jeżeli miałabym rzeczywiście kilka takich ogólnych sformułowań użyć, to wydaje mi się, że numerem jeden – i wiem, że to jest bardzo niepopularne, to co teraz powiem – to jest postawić siebie na drugim planie.

Na drugim planie, ale przy jednoczesnym zadbaniu o 100% swoich zasobów. I to jest właśnie to, czego uczę kobiety. Zaczynamy teraz kurs, który miał premierę 27 maja: Jak podnieść poczucie własnej wartości w związku, który ma realizować właśnie ten element, czyli zadbać o zasoby kobiet.

Chcę pomóc kobietom zrozumieć, że nie będą tworzyły dobrych związków w momencie, kiedy nie będą miały adekwatnego poczucia własnej wartości, kiedy nie będą potrafiły zająć się same sobą i kiedy nie będą realizowały swoich pasji.

Kobiety ciągle szukają szczęścia w mężczyźnie. Są szczęśliwe, kiedy są w związku i kiedy mężczyzna jest w ten związek wkręcony na maksa. To nie jest moim zdaniem droga do budowania szczęśliwego i dojrzałego związku.

[Martyna] – Jak uważasz, jak często nieświadomie naśladujemy zachowania swoich rodziców we własnym związku?

[Karolina] – Uważam, że robimy to zawsze. Grunt to zdawać sobie z tego sprawę. Jeśli jakieś zachowania są dobre, lubimy je, to warto je pielęgnować. Ale jeśli dochodzimy do wniosku, że zachowujemy się w związku w określony sposób właśnie z powodów, które wynikają z tego, czego nauczyliśmy się w dzieciństwie, to oczywiście trzeba to zmienić. Różne są do tego narzędzia. Wydaje mi się, że jednym z najskuteczniejszych jest psychoterapia.

Właśnie odnośnie tego tematu piszę mój blog Notatnik Terapeuty. Cała moja działalność internetowa ogniskuje się wokół wpływu naszego wychowania, wpływu relacji rodzinnych na późniejsze budowanie relacji w związku i z innymi ludźmi.

Uważam, że bez takiego świadomego rozprawienia się ze swoją przeszłością, nie może być mowy o budowaniu szczęśliwych i satysfakcjonujących relacji.

Owszem, jeśli mieliśmy fantastyczne relacje z rodzicami i było wszystko okej, to wiadomo, że później nie musimy nic z tym robić.

Ale z mojego psychoterapeutycznego doświadczenia wynika, że właśnie na psychoterapię przychodzą osoby, które mają z tym problemy. Więc myślę, że takich osób, które jednak doznały jakichś zranień, krzywdy w dzieciństwie jest bardzo, bardzo dużo. Te osoby wchodzą w związki, później stają się rodzicami, którzy wcześniej byli dziećmi, więc modelują zachowania swoich dzieci dalej, w taki sam sposób, w jaki rodzice modelowali ich zachowania. I kółko się zamyka.

Dlatego w pewnym momencie musi się znaleźć ktoś, kto ten zamknięty krąg po prostu przełamie. To może stać się z różnych podowód – pod wpływem okoliczności życiowych, poznania jakieś fantastycznej osoby, po przeczytaniu jakieś książki. Jakiś bodziec stanowi inspirację, podmuch świeżości. Wydaje mi się, że na przykład w mojej rodzinie to byłam ja.

To wiąże się oczywiście z wielkim trudem. W moim przypadku było to ukończenie mojej własnej psychoterapii i zmiana życia właściwie o 180 stopni. Łącznie ze zmianą nawyków – wcześniej paliłam papierosy, teraz już od 10 lat nie palę. Do tego sposób odżywiania, uprawianie sportu, czytanie książek, ukończenie dwóch kierunków studiów, gdzie w mojej rodzinie właściwie żadna osoba nie ma wykształcenia wyższego.

To jest zmiana naprawdę wielka. Trzeba się pogodzić z tym, że jest się inaczej później odbieranym w domu. Inaczej odbieranym przez rodzinę, ale zakłada się własną rodzinę. Taką, o której się zawsze marzyło, szczęśliwą, dzięki której życie jest po prostu piękne.

[Martyna] – Czego boimy się najbardziej rozpoczynając związek?

[Karolina] – To zależy. Są osoby, które kompletnie nie boją się niczego. Takie, którym związek nie kojarzy się z czymś niebezpiecznym, nieszczęśliwym.
Osoby, którym związek kojarzy się tylko i wyłącznie z pełną miłości, szczęścia, spełnienia, radości relacją, które wchodzą w związek zupełnie bez obaw.

Myślę, że w samym twoim pytaniu jest zawarta już pewna teza. Moim zdaniem słuszna jest teza o tym, że powszechne jest, że związek to jest taka struktura, która jest dość nieprzewidywalna, dynamiczna, może czasami niebezpieczna i niepewna. Stąd przypisany ten atrybut – uczucie strachu.


Myślę, że im więcej w nas strachu przed życiem, przed nami samymi, przed zmianami, przed codziennością – tym więcej tego strachu przed związkiem.

Tutaj kłaniają się już zagadnienia rodzinne. To znaczy, boimy się tego, czego doświadczyliśmy w domu. Boimy się takiej męskości czy takiej kobiecości, którą reprezentowała mama, bądź reprezentował tata. Jeżeli tata był władczy wobec mamy, to zapewne będziemy się tego bać u partnera. Być może nie w takiej samej mierze, ale chodzi o to, że będziemy się obawiać takich cech wskazujących na stawianie na swoim, na zaborczość i zdecydowanie.

[Martyna] – Pokaż mi swoją relację z partnerem, a powiem Ci, jakie masz poczucie własnej wartości. Zgodzisz się z tym zdaniem?

[Karolina] – To pytanie jest w sedno Martyna. Dziękuję ci za to pytanie, ponieważ tutaj wszystko widać jak na dłoni.

Daleka jestem od tego, żeby przeprowadzać proste analizy i diagnozy ludzkich życiorysów, natomiast niewątpliwie w większości wypadków jest tak, że jeżeli czujemy jakąś taką chorobliwą niepohamowaną zazdrość wobec naszego partnera – wobec kobiet, ale też tego, że wychodzi z kolegami na piwo lub tego, że ma pasję, to najprowdopodobniej mamy w sobie jakąś pustkę. Jeśli czujemy zazdrość związaną z tym, że on dzieli czas między partnerkę, pasję, kolegów i jeszcze inne rzeczy, to mamy w sobie coś takiego niewypełnionego i chciałybyśmy, żeby on tą pustkę wypełnił.

To się też łączy z następnym tematem, czyli strachem przed samotnością i potrzebą kontrolowania.

Pracując z kobietami spotykam się z tym bardzo, bardzo często. Kobiety, które mają niskie poczucie własnej wartości mają problem z kwestią strachu przed samotnością. Oznacza to, że ja jestem niewystarczająca sama dla siebie i potrzebuję innego człowieka po to, żeby mnie wypełnił. Potrzeba kontrolowania jest jakby konsekwencją tych dwóch pierwszych zagadnień, czyli zazdrości i strachu przed samotnością.


Jeżeli ja kogoś muszę kontrolować, muszę mieć nad nim władzę, bo boję się, że on mi ucieknie. Boję się, że on mnie zostawi, że on mnie zdradzi. To znaczy, że mało mam zaufania do siebie, mało wierzę w siebie.

W takim znaczeniu, że kobieta, która ma wysokie poczucie własnej wartości, myśli na przykład tak: dlaczego on miałby mnie zdradzać? Przecież ja jestem taka fajna, jestem piękna, jestem mądra. On nie ma powodu, dla którego mógłby mnie zdradzić. Albo myśli tak: jeśli on mnie zdradzi, to znaczy, że to nie jest osoba dla mnie, ja nie będę z kimś, kto mnie zdradził. I koniec tematu. To oczywiście nie oznacza, że ta osoba nie cierpi, że nie jest jej przykro, ale to nie trafia w źródło jej poczucia wartości.

Dlatego ja się z tobą zgodzę – pokaż mi swój związek, a zobaczę, jakie jest twoje poczucie własnej wartości.

Związki szczęśliwe budują osoby szczęśliwe. Związki satysfakcjonujące budują osoby, które czują satysfakcję ze swojego życia, związki wartościowe budują osoby z wysokim poczuciem własnej wartości.

[Martyna] Mam wrażenie, że zbyt mało mówi się o tym, że bliska relacja między dwojgiem ludzi to praca, dzień po dniu. O tym, że budowanie solidnego fundamentu wymaga systematycznej pracy, przede wszystkim nad sobą. Myślę sobie, że piękna relacja jest jak trening – wzmacnia się jak mięsień, im więcej regularnej pracy w nią wkładamy. Jak uważasz?

[Karolina] – Trafiłaś w samo sedno. To jest prawda, w którą ja wierzę. Bardzo często obserwuje to w terapii, że przychodzą pary, czy osoby indywidualne, najczęściej kobiety, które chciałyby zmiany, ale po pierwsze nie mają pojęcia, jak ta zmiana miałaby wyglądać. Nie wiedzą, co w ich życiu miałoby się zmienić, nie wiedzą co miałyby zrobić. Wymagają tego od terapeuty, żeby terapeuta powiedział.

A to nie jest tak. Terapeuta może wskazać drogę, kierunek natomiast same rozwiązania, pomysły są najlepsze wtedy, kiedy wymyślamy je same dla siebie. I owszem, związek to jest nieustanna praca nad sobą. Dlaczego? Bo my się ciągle zmieniamy, a jeśli nie my się zmieniamy, to zmieniają się okoliczności, zmienia się nasz wiek, zmieniają się nasze poglądy. Różne rzeczy nam się w życiu przytrafiają i żeby związek był cały czas tak samo satysfakcjonujący, to trzeba o niego dbać.

To porównanie do treningu jest świetne i ja też stosuje je wobec kobiet, z którymi pracuje. Bardzo często o tym wspominam, że jeżeli wsiadasz na rower pierwszy raz w życiu, to nie dziw się, że na następny dzień nie możesz usiąść. Jeśli pierwszy raz podnosisz ciężary, to nie dziw się, że później nie możesz podnieść choćby kubka z kawą. To wymaga pracy, nabywania nowych umiejętności.

W relacjach, mówienie sobie miłych rzeczy, zabieranie się wzajemnie na randki, organizowanie niespodzianek jest jak trening. Jeżeli nigdy w życiu wcześniej tego nie robiłaś, to nie dziw się, że na początku brzmi to sztucznie, że wydaje się dziwne i do ciebie nie pasuje.

I zdecydowanie pracę nad związkiem zaczynamy od pracy nad sobą, zaczynamy od siebie.

Być może chciałoby się zarzucić takiemu podejściu, że ale jak to, przecież w relacji powinny pracować dwie osoby, że to powinno być wzajemne i tak dalej. Super, jeśli tak jest. Natomiast, wydaje mi się, że zdarza się to bardzo rzadko. W gabinecie psychoterapeutycznym mam więcej klientów indywidualnych niż par. Moje klientki są w parach, to prawda, więc najpiękniejsze jest to, że poprzez zmianę jednego elementu, zmienia się właśnie cały ten układ.

Jest to wzięte czysto z teorii systemowej. Więcej o tym wspominam na swoim blogu i na bezpłatnych live, które jeszcze można obejrzeć na Facebooku na Notatnik Terapeuty.

[Martyna] – Karolina, pięknie dziękuję za to, że podzieliłaś się swoim doświadczeniem i cennymi spostrzeżeniami. Podwijamy rękawy i idziemy pracować nad swoimi relacjami!
Kategorie: BLOG

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *