[ROZMOWY #19] Psycholog Monika Walicka – O Uczeniu Się Miłości I Budowaniu Relacji

Opublikowane przez Martyna Stepek w dniu

9 min czytania

[ROZMOWY #19] Psycholog Monika Walicka - O Uczeniu Się Miłości I Budowaniu Relacji

jak nauczyc sie milosci - www.martynastepek.pl

W dzisiejszym odcinku Gościem jest Monika Walicka, pedagog, psycholog i psychoterapeutka systemowa. Na co dzień  pomaga małżeństwom i parom pokonywać trudności w relacji i prowadzi na Facebooku stronę Miłości można się nauczyć. Dzisiaj Monika mówi o najlepszych praktykach, które pomagają budować silną relację.

Czy miłości można się nauczyć?

Każdy z nas uczy się miłości nieświadomie i świadomie. Uważam, że świadome przyjrzenie się swoim myślom, zachowaniom, wypowiadanym słowom sprawia, że kochamy bardziej, głębiej, szczerzej i owocniej.

Stąd też pomysł na stronę Miłości można się nauczyć. Uważam, że bardzo istotne jest to, żeby pracować nad sobą i relacjami. Tak naprawdę nauka towarzyszy nam odkąd się urodziliśmy. Uczyliśmy się chodzić, mówić, chwytać palcami, pokazywać swoje emocje, mówić o nich i mimo chodem w ciągłym doświadczaniu życia uczymy się miłości, ale dlaczego tylko nieświadomie?

od czego trzeba zacząć?

Bycie w relacjach, tworzenie więzi to jedne z fundamentalnych rzeczy, które tworzą nas, istoty żywe, społeczne, uduchowione, z naturą psychiczną. Dlatego też uważam, że każdy uczy się miłości, ale nie każdy pragnie podjąć trud, aby w tej miłości wzrastać i aby ona owocowała.

Podstawą uczenia się miłości są chęci, czyli to, że ja naprawdę chcę i podejmuję decyzję, że będę pracować przede wszystkim nad sobą i swoimi relacjami, bo przecież miłość jest fundamentem naszego istnienia.

Bez miłości bylibyśmy niczym” jak mówi 1 list do Koryntian w Piśmie Świętym. Ważne jest, aby zrozumieć, że w nauce miłości chodzi o wymaganie od siebie. Nie chodzi o to, żebyśmy patrzyli i zwracali uwagę innym, ale żebyśmy zaczęli pracę nad sobą.

Jesteśmy istotami społecznymi i oddziałujemy wzajemnie na siebie. W terapii systemowej jest to obrazowo ujęte, jako sprzężenie zwrotne, tzn. że ja wpływam na mojego męża, on oddziałuje na moje zachowanie i znowu ja na jego, więc mamy tutaj do czynienia z pewną cyrkularnością, która udowadnia nam, że zmiana jednej osoby, powoduje zmianę w całym systemie np. małżeńskim.

Warto więc pracować nad sobą, ponieważ moja zmiana, moje słowa, gesty, zachowanie, wpływa na moje małżeństwo i mojego męża. To jest chyba najpiękniejsze w nauce miłości, że nigdy nie ma drogi bez wyjścia, ponieważ zawsze możemy zacząć od siebie.


JAK BUDOWAĆ SILNIEJSZE RELACJE Z BLISKIMI?

Uczymy się miłości przede wszystkim w codzienności, to małe rzeczy budują nasze życie. Myślę sobie, że warto powielać i zadawać sobie pytania: czy chcę być lepszą żoną, mamą, przyjaciółką? W jaki sposób (konkretny) mogę stawać się lepszym człowiekiem? Po czym poznam, że jestem lepszą żoną? Co by było dla mojego męża dobre? Co by dało mu radość, a co ja mogę dla niego zrobić? Te pytania powinny nam zawsze towarzyszyć, one pozwalają odkryć to co nieodkryte i dzięki ich realizacji możemy wzrastać i przez swoje działanie zachęcać innych do uczenia się miłości.

 

JAK ZACZĄĆ NAD SOBĄ PRACOWAĆ?

Zdaję sobie sprawę z tego, że najtrudniejszą rzeczą jest spojrzeć na siebie i zacząć pracować nad sobą, natomiast myślę, że to, co trudne, wymagające wysiłku jest zawsze trwałe i owocne.

Miłości uczymy się patrząc na swoje błędy i istotne jest danie sobie przyzwolenia, sobie i innym, przyzwolenia na popełnianie błędów, bo przecież w nauce osiągamy różne sukcesy i tak samo w życiu.

Nikt z nas nie jest idealny i pozwolenie na błędy oraz wzajemne wybaczanie to jest prawdziwa nauka miłości. Uczymy się na swoich błędach, na doświadczeniu innych osób, na wyciąganiu wniosków i najczęściej jest to proces nieświadomy, czyli coś się wydarzyło i zaczynamy o tym myśleć i dobrze, ponieważ doświadczenia też nas kształtują, natomiast kiedy zaangażujemy nasz umysł, naszą wolę to owoce tej pracy będę o wiele większe i trwalsze.

Uczymy się miłości tak naprawdę w każdej relacji: małżeńskiej, partnerskiej, koleżeńskiej, przyjacielskiej, zawodowej, relacji między rodzicem a dzieckiem itd. Mamy nawet relację z samym sobą i tutaj również jest duża i ważna przestrzeń do nauki miłości, do kochania siebie nie w sposób egoistyczny, ale zdrowy np. dbając o zaspokajanie swoich potrzeb, a nie winienie za to innych osób.

 

Z CZYM WIĄŻE SIĘ STAWIANIE SIĘ LEPSZYM?

Warto sobie zadać również pytanie czy jestem gotowa/y na dyscyplinę i ciężką pracę, żeby rzeczywiście się starać. Np. mój mąż mówi mi, że dla niego ważne jest to, żebym ja gotowała obiady, to moja nauka miłości będzie polegać na tym, że po pierwsze podejmę decyzję, że chcę, ponieważ jest to ważne dla mojego męża, a przecież go kocham.

Podejmę również decyzję, że będę pracować nad swoją dyscypliną, nad swoimi wyrzeczeniami, nad swoim lenistwem, nad swoją organizacją. Podejmę decyzję, że chcę robić pyszne i zdrowe obiady dla mojego męża, więc również podejmę decyzję, że chcę zmieniać siebie, przełamywać swoje ograniczenia, zmieniać niekorzystne nawyki, pracować nad swoim lękiem, obawami, a przede wszystkim nad swoim sposobem myślenia, który opiera się na bezwarunkowej miłości, czyli takiej, że ja nie chcę nic w zamian.

To jest służba, służba z miłości. I oczywiście, że przez swoją zmianę, otrzymamy jeszcze więcej, ponieważ wzajemnie na siebie wpływamy, natomiast ja nie mogę wymagać tego samego od mojego męża i karać go za to, że on tego nie robi. To jest moja decyzja i moje konsekwencje.

Wyliczanka, kto ile zrobił i ile się napracował już nie jest miłością bezwarunkową. I tak jak mówię, nie chodzi tutaj o jakieś niewolnictwo w małżeństwie, tylko o służbę, która i tak się opłaci. W nauce miłości chodzi o tą bezwarunkowość, ja się staram, ja chcę, ja cię kocham, wiem, że to jest dla nas dobre, że to nam służy. Gdy się dzielisz dobrem, to dobro do Ciebie wraca.

 

OCZEKIWANIA W RELACJI

Można, a nawet i trzeba rozmawiać o swoich oczekiwaniach, stawać wymagania, aby ta druga osoba przy nas wzrastała, natomiast to nie może być zależne od moich działań. W codzienności uczymy się miłości np. jeżeli ja rano wstaję i mam wybór przytulić się do mojego męża i powiedzieć: „dobrze że jesteś”, albo wstać naburmuszona i powiedzieć, że ja dzisiaj nie robię śniadania, bo mi się nie chce, to to jest wybór, wybór w codzienności.

Codziennie podejmuję te decyzje. Widzę to w swoim życiu małżeńskim, ale i w pracy w poradni, z małżeństwami, że ta nauka miłości wychodzi w codzienności w tych małych rzeczach, a ta codzienność buduje. Ta codzienność staje się tym sukcesem na przyszłość. Codziennie mamy wybór, podejmujemy decyzje, które nam służą bądź nie i w ten sposób uczymy się miłości.

Tak samo z nałogami, jeżeli ja walczę z jakimś nałogiem i wiem, że ma on negatywne konsekwencje dla mnie i mojego małżeństwa, to nauka miłości polega na ciągłym codziennym wyborze i rezygnacji z nałogowej czynności. Kiedy wybaczamy, wtedy uczymy się miłości, wtedy kiedy jest trudno, kiedy jest kryzys. Pytanie czy się poddajemy czy walczymy? Wtedy zwłaszcza uczymy się miłości. O nauce miłości można by rozmawiać i pisać dużo, natomiast ważne są: chęć, decyzja, wyrzeczenia, świadomość błędów i działanie w codzienności.

 

AUTOWYCHOWANIE - CO TO TAKIEGO?

Gdzie i od kogo można się uczyć? Myślę, że w okresie dorosłości, odkąd skończyliśmy 18 lat, a tak naprawdę odkąd osiągnęliśmy 21 rok życia, powinniśmy zacząć autowychowanie. W psychologii jest ono również nazywane samowychowaniem, czyli uczeniem się siebie, doskonaleniem siebie, ale nie tylko intelektualnym, ale przede wszystkim życiowym.

Czyli sami siebie uczymy, sami chcemy pracować nad sobą, nad swoimi wadami, ograniczeniami, nad tym, jak pojmujemy miłość i jak ona się odzwierciedla w naszym życiu. Mogą nam być pomocne inne ważne dla nas osoby, autorytety, osoby mądrzejsze od nas, doświadczone życiowo, czy to kierownik duchowy, czy terapeuta, czy babcia, a może przyjaciółka. Ktoś kto by nas mądrze ukierunkował, doradził, poprowadził.

W dzisiejszym świecie mamy mnóstwo pomocnych książek, czasopism, konferencji, prelekcji, filmów, szkoleń itd., więc oczywiście też może nam to służyć tylko, żebyśmy dobrze i mądrze wybierali, żeby pluralizm nas nie przytłoczył.

Pomocny może być także taki codzienny rachunek sumienia, czyli widzenie siebie w codzienności i refleksja nad tym, co było dobre, a nad czym jeszcze muszę popracować, żeby służyć drugiej osobie, żeby być dla niej, żeby bardziej dawać, aniżeli brać.

Myślę, że to jest kierunek do sukcesu w związku. Też to, o czym mówiłam, czyli dopuszczenie możliwości popełnienia błędów, wiara w to, że z tych błędów można wspólnie wydobyć dobro i uważność, ponieważ to, co jest w dzisiejszym świecie stałe to ciągła zmiana.

 

KTO JEST ODPOWIEDZIALNY ZA MOJE SZCZĘŚCIE?

Często spotykam się z tym na terapii, że zwłaszcza kobiety mówią: „bo on mnie nie uszczęśliwia”, „bo przez niego jestem samotna.”

Nie, szczęście i samotność to jest twoja odpowiedzialność, a nie męża, nie żony. Więc patrzmy na siebie z miłością. Jeżeli my siebie kochamy to będziemy też kochać innych, ale też patrzmy na innych z miłością, żeby to ona nas motywowała, dawała wiele radości w codzienności i uskrzydlała, zwłaszcza wtedy kiedy pojawiają się trudności.

Co myślisz o tym artykule? Dodałabyś coś, a może chcesz się podzielić własnymi przemyśleniami? Daj proszę znać poniżej! Twoja opinia jest zawsze mile widziana.

Kategorie: BLOG

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *