A gdyby tak… nie mieć szefa ani miejsca, w którym trzeba być o określonej godzinie, móc pracować gdzie się chce i jak się chce?

Brzmi atrakcyjnie?

Gościem Pozytywnych jest Joanna Szreder, która właśnie w taki sposób zorganizowała sobie życie. Byłam bardzo ciekawa kulisów takiego przedsięwzięcia i przede wszystkim tego, czego się nauczyła od kilku lat prowadząc własny biznes za pomocą Internetu, więc postanowiłam zapytać. Zapraszam na rozmowę!


[Martyna] – Joanna, mieszkasz w pięknej Lizbonie, jesteś swoim własnym szefem, poprzednie 3 lata spędziłaś w Tajlandii. Czy zawsze marzyłaś o takim trybie życia?

[Joanna] – I tak i nie. Generalnie nie wiedziałam wcześniej, że można w ten sposób żyć i pracować. I też tak do końca nie byłam pewna, co chciałabym robić. Czułam, że praca w biurze i na etacie zupełnie mi nie pasuje i zawsze szukałam innego wyjścia. Pracę zmieniałam w ciagu 10 lat praktycznie prawie co roku, dlatego że nigdy nie pasowała mi praca dla kogoś.

Dopiero jak wyprowadziłam się do Tajlandii i poznałam innych ludzi to zobaczyłam, że robią w życiu rzeczy niestandardowe. Horyzonty mi się poszerzyły. Zaczęłam kombinować i próbówać. Internet się dla mnie otworzył, poznałam różne kanały w social mediach, które też dały mi dużo do myślenia.

Więc z jednej strony wiedziałam, że chciałabym inaczej żyć i może też pracować dla siebie, ale nie za bardzo miałam pomysł, co chcę robić. To, że jestem tu, gdzie jestem jest dla mnie zaskoczeniem, bo tego się wcześniej nigdy nie spodziewałam.

[Martyna] – Prowadzisz szkołę językową online Ok English i bloga The Blond Travels. Jakie jest największe wyzwanie bycia swoim własnym szefem?

[Joanna] – Myślę o dwóch wyzwaniach. Pierwszy to pracoholizm. Wydaje mi się, że jak pracuje się dla siebie, to trudno kontrolować to, ile godzin spędzamy na pracy. Można bardzo często w to wpaść, po prostu się zapomnieć i jeżeli pracujemy zbyt dużo to nawet się rozchorować.

@The Blond Travels

A z drugiej strony to jest lenistwo, spędzanie całego dnia w piżamie i oglądanie telewizji przez cały dzień. Nie robienie niczego w kierunku własnego rozwoju. To też duże zagrożenie. Często osoby, które chcą pracować z domu, zdalnie, wpadają właśnie w pracoholizm albo lenistwo. Utrzymanie tego balansu wydaje mi się jednym z największych wyzwań.

[Martyna] – A jakie są 3 najważniejsze lekcje, jakich się nauczyłaś prowadząc swój biznes?

[Joanna] – Pierwsza rzecz, której się nauczyłam to to, że uczymy się na własnych blędach. Nie każdy może być wielkim guru biznesu od razu. Są ludzie, którzy się na tym znają i w przeciągu roku potrafią rozwinąć swoją działalność do naprawdę dużych rozmiarów. Innym – tak naprawdę większości – nie udaje się to w tak krótkim czasie. Popełniamy błędy i patrzymy na te osoby, którym się udaje i myślimy wow! A tak naprawdę często jest to wynikiem szczęścia i zdolności, które oni mają, a my nie. Ja cały czas się uczę, próbuję nowych rzeczy, nie boję się wprowadzać ich u siebie. Wiem, że rozwój mojej szkoły czy bloga zajmie mi o wiele dłużej, bo nie jestem w stanie niektórych rzeczy zrobić, tak, jak to robią ci wielcy od biznesu.

@The Blond Travels

Kolejna rzecz to będzie to, że nie trzeba być sławnym i znanym, żeby odnieść sukces. W polskich mediach społecznościowych panuje takie przekonanie, że trzeba mieć miliony śledzących na Facebooku czy Instagramie, jest takie ciśnienie, żeby być niewiadomo kim. Natomiast, żeby życ sobie spokojnie, na fajnych warunkach, podróżować to tak naprawdę nie trzeba tego mieć. Oczywiście to super rzecz, ale nie jest to potrzebne. Możliwe jest odniesienie sukcesu bez tych wszystkich liczb, statystyk. To jak prowadzę OK English i bloga to jest dość dobry dowód na to, że jest to możliwe.

Trzecia rzecz, nad którą się ostatnio zastanawiam i coś, co odkryłam stosunkowo niedawno to fakt, że pieniądze są efektem ubocznym twojej pracy. Na samym początku, jak zaczęłam pracować online, moim celem było zarobienie wystarczająco pieniędzy, żeby jeździć i podróżować i żeby mieć fajne życie. Pózniej to się zmieniło, cisnęłam na to, żeby zarabiać jak nawięcej. A ostatnio zauważyłam, że zupełnie zmieniłam to, jak podchodzę do swoich lekcji, do swoich klientów.

Bardzo udoskonaliłam swoje lekcje i dużo czasu i energii w nie wkładam – to mi się zwraca podwójnie. Nie tylko w finansach, ale w tym jak moi uczniowe podchodzą do lekcji, że ze mną zostają na dlużej, że nie odchodzą ode mnie, że są zadowoleni. Jak proszę o wystawienie opinii to zawsze jest to pozytywna opinia. Z tego bardziej się cieszę niż z czegokolwiek innego. Na koniec dnia to jest dla mnie dodatkowa motywacja do działania i naprawdę zaczynam twierdzić, że zysk jest tylko efektem ubocznym.

[Martyna] – Co było dla Ciebie mentalnie najtrudniejsze, kiedy podejmowałaś decyzję o zmianie kierunku w życiu i zmianie miejsca zamieszkania?

[Joanna] – Teraz, kiedy się przeprowadzam jest to mentalnie dla mnie bardziej ekscytujące niż trudne. Więc może wrócę do czasu, kiedy wyprowadzałam się z Londynu. Wydaje mi się, że było to jedno z najbardziej stresujących i traumatycznych wydarzeń w moim życiu.

Mieszkałam w Londynie 10 lat i zostawienie wszystkiego, co znałam – znajomych, pracy, było dla mnie bardzo, bardzo ciężkie. Przede wszystkim przerażająca była perspektywa tego, że nie wiem, co dalej. Jechałam do Tajlandii i miałam wykupiony kurs nauczycielski w Chiang Mai i przez to miałam zapewnioną pracę, ale nie wiedziałam, czy będzie mi sie podobało, czy się zadomowię, czy też będzie to kolejne traumatyczne przeżycie. No i też bardzo bałam się tego, że zostanę tam sama, że jak się coś stanie, to nie będzie nikogo, kto mógłby pomóc. I że jestem daleko od rodziny. Naprawdę bardzo ciężkie to było.

Pamiętam, że dwa miesiące przed wyjazdem, jak zaczęłam sprzedawać swoje rzeczy, dałam wypowiedzenie w pracy, to miałam trudności ze spaniem. Spałam po 2-3 godziny dziennie, nic nie jadłam, byłam totalnym wrakiem. Teraz, jak spojrzę na to, to do końca nie wiem, czym się tak denerwowałam. Mogłam się bardziej cieszyć tą całą wyprawą, ale przeżywałam to i dużo mnie to nauczyło. Nie chciałabym przeżyć tego drugi raz, teraz podchodzę do przeprowadzki zupełnie inaczej – nie należy się tak przejmować. To perspektywa tego, że nie wiedziałam co dalej była najtrudniejsza.

[Martyna] – Jeśli miałabyś dać 2 rady komuś, kto marzy o odejściu z etatu i pracy online, co by to było? 

[Joanna] – Przede wszystkim zastanów się, co dokładnie będziesz robić. Nie podejmuj pochopnych decyzji. Widziałam, jak ludzie podejmują szybkie decyzje, bo chcą byle co, byleby było zdalne. Przestrzegałabym przed takim działaniem, bo skończylibyśmy na robieniu czegoś, co nie jest fajne i nie przynosi radości, a to przecież nie w tym rzecz.


Chodzi o to, żeby to było coś, co sprawia nam frajdę.

Wiele osób chce uczyć online, bo myślą, że to, że znają język pozwoli im pracować z domu albo z jakiegoś ciepłego kraju. Później słyszę opnie, że nauczyciel odwoływał lekcje, nie przygotowywał się, niezbyt tego klienta dobrze traktował. A klient czeka na te lekcje, chce się uczyć. Pochopne podejmowanie decyzji nie wyrabia nam dobrej marki i na pewno dobrze się nie skończy.

Druga rzecz to przemyślenie sobie wszystkiego dokładnie. Przede wszystkim finansów.

Nie podejmowałabym pochopnie decyzji o pracy zdalnej bez oszczędności i planu finansowego.

Jak zaczynałam pracę i pracowałam dla agencji językowej, miałam odlożoną sporą sumę pieniędzy, w razie gdyby mi nie poszło i gdybym miała szukać innej pracy. Do tego momentu na szczęście nie musiałam ich użyć, ale cały czas mam zabezpieczenie w razie, gdyby się coś stało. Te rzeczy należy przemyśleć – czy nam wystarczy, czy będziemy mieli klientów i co będziemy robić.

Nie trzeba mieć niewiadomo jak rozwiniętych mediów społecznościowych, być znanym, mieć tony klientów.

Wystraczy, że będziemy mieli wystraczająco pieniędzy, żeby móc zacząć działać. Nie musimy mieć strony internetowej, możemy się na przykład ogłaszać na Upwork.

Te rzeczy polecam zrobić na początku, a później można wybierać kierunek, czy chcemy pracować w domu, na wsi czy z jakiegoś ciepłego kraju.

[Martyna] – Jak traktujesz życiowe trudności? Jakimi wartościami się w życiu kierujesz?

Ostatnio myślę nad tym, czytam książki i słucham podcastów. Wierzę bardzo głęboko, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Jak spojrzę na pewne sprawy, to widzę, że wszystko miało swój powód, nawet negatywne sytuacje przynosiły nowe możliwości. Uważam, że jeżeli coś trudnego dzieje się w naszym życiu, ma to sens, bo przyniesie korzyści w przyszłości.

Trudności zawsze nas czegoś uczą. Wiem, że niektórzy przechodzą naprawdę traumatyczne doświadczenia w życiu, czy choroby, czy smierć bliskiej osoby, czy coś innego. Ja przeżyłam wszystkie te rzeczy i wiem, jak jest ciężko. Z drugiej strony uważam, że dzięki przeciwnościom losu jesteśmy silniejsi.

I ostatnia rzecz to coś, nad czym pracuję.

Uważam, że bycie pozytywnym zawsze sprawia, że nasze życie jest lżejsze, nawet jeśli napotykamy przeciwności losu.

Uważam, że nie można narzekać. Jestem osobą, która zawsze znajdzie jakieś nagatywy w pozytywach i staram się z tym walczyć, bo uważam, że sama sobie tworzę problemy. Narzekanie na pogodę to jedna z rzeczy, ktorą mam – pogoda strasznie na mnie wpływa, pada deszcz i od razu narzekam. Narzekanie na coś, czego zmienić nie możemy jest bez sensu.

Kieruje się tym, ale jest to ciężkie. Jeżeli wyrobię sobie nawyk, że każde narzekanie zamienię w coś pozytywnego, to będzie mi się lepiej żyło. Dawanie czegoś innym to również coś, co należy robić w życiu, bo dobro wraca. Czasami o tym zapominamy, patrzymy na czubek własnego nosa. Jeżeli mamy czegoś więcej w życiu – może to być czas, pieniądze, wiedza, warto się tym podzielić, bo to zawsze wraca. Mam na to mnóstwo przykładów w świecie online.

[Martyna] – Spędziłaś 3 lata w Tajlandii. Czy po takim czasie powrót do reguł zachodniej cywilizacji był trudny? Zadawałaś sobie np. pytanie – po co ludzie się tak stresują, spieszą?

[Joanna] – Zdecydowanie tak. Ostatnio czytałam post, który napisałam po 6 miesiącach mieszkania w Portugali. Myślę, że w Portugali ludzie są bardziej wyluzowani niż w Polsce, ale też zauważam, że bardziej pędzą. Widać też bezdomność w Lizbonie, co uderza i ciężko się do tego przyzwyczaić. Wydaje mi się, że Tajowie nawet do trudnych doświadczeń podchodzą w bardziej pozytywny, otwarty sposób. Twierdzą, że taka karma i że tak po prostu jest. Radzą sobie z takimi rzeczami. Ciężko mi było wrócić do Europy właśnie ze wględu na podejście do życia.

Teraz jestem już 2 lata i przyzwyczaiłam się do wszystkiego. I taka pogoń, bieganina zupełnie mnie nie dotyka – przywiozłam to nastawienie z Tajlandii. Przed swiętami Bożego Narodzenia w ogóle nie mam takiego pędu, zupełnie nie. To już drugie święta tutaj i nawet nie miałam choinki.

[Martyna] – Asia, bardzo dziękuję za Twój czas i inspirację. Trzymam kciuki za rozwój Twojej szkoły online i bloga!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *