[ROZMOWY #6] Agata Bromberek – Jak Pokonać Zaburzenia Odżywiania, Uleczyć Emocje i Polubić Siebie

Opublikowane przez Martyna Stepek w dniu

9 min czytania


„Ty, jak nikt we wszechświecie, zasługujesz na swoją miłość.”

BUDDA

[Martyna] – Agata, współpracowałaś z portalami jak Onet, Wydawnictwo Pascal czy National Geographic Traveller. Napisałaś książkę Turcja. Półprzewodnik obyczajowy. Mieszkasz w Turcji już 13 lat, prowadzisz Tur-tur blog, jesteś ekspertem. Ale nasza dzisiejsza rozmowa nie będzie o Turcji. Czuję, że powinnyśmy dotknąć innego tematu.


[Agata] – To prawda, przez te lata wypracowałam sobie ‘image’ osoby zajmującej się Turcją, turystyką i skupionej wokół tych tematów. Turcja mnie zafascynowała, codziennie mnie zaskakuje, chętnie o tym opowiadam na blogu czy YouTube. Dlatego jestem kojarzona jako osoba bardzo pozytywna, a wręcz spotkałam się z opiniami, że moje życie osobiste i zawodowe układa się wręcz idealnie. Tymczasem prawda jest, jak się domyślasz, dużo bardziej skomplikowana.

[Martyna] – Cieszę się, że o tym mówisz. Właśnie o tej prawdzie chciałabym z Tobą porozmawiać.

[Agata] – Przez wiele lat walczyłam ze samą sobą, miałam niską samoocenę, stany depresyjne, paraliżującą nieśmiałość, cierpiałam na zaburzenia odżywiania. W końcu podjęłam terapię, która trwała niemal 2 lata, a pierwszy wyjazd do Turcji był formą ucieczki od samej siebie. Potrzebowałam zmiany dekoracji, oddechu… Przy okazji okazało się, że nadałam zupełnie nowy kierunek mojemu życiu, który odmienił je na zawsze.

[Martyna] – Kiedy słyszymy o zaburzeniach odżywiania, większości z nas przychodzi do głowy otyłość albo anoreksja. Też długo tak myślałam. Aż sama niedawno zrozumiałam, że miałam problemy z jedzeniem. Często jadłam z powódów innych niż głód. Jaka jest Twoja historia?

[Agata] – Moje problemy zaczęły się już pod koniec podstawówki, czy w liceum. Dojrzewanie, przeprowadzki, rodzinne problemy, kłopoty z byciem akceptowaną przez rówieśników. Nadwrażliwość. Niby zwykłe problemy nastolatki. Do tego doszły zmiany szkoły ze względu na przeprowadzki. Jestem introwertyczką, tłamsiłam wszystko w sobie.

[Martyna] – I Twoją ucieczką stało się jedzenie?

[Agata] – W tamtych czasach “przed erą Internetu” relaksowała mnie lektura dobrej książki i jedzenie. O ile uzależnienie od książek nie jest bardzo szkodliwe, o tyle jedzenie – szczególnie fast foody, które wtedy podbijały polskie sklepy – już tak. Czułam, że coś jest nie tak, ale nie mogłam przestać.

Nie obejrzałam się, a moje życie było podporządkowane jedzeniu w samotności. Im częściej to robiłam, tym bardziej “moje” się stawało. W końcu świadomie, zamiast towarzystwa rówieśników, wybierałam właśnie jedzenie.

[Martyna] – Kiedy zdecydowałaś się szukać pomocy?

[Agata] – Problem towarzyszył mi przez lata. Dopiero na studiach zorientowałam się, że da się to leczyć, i że to nie jest fanaberia, nawet jeśli nie jest to ani “modną” bulimią ani anoreksją. Zdecydowałam się rozpocząć terapię.

[Martyna] – Czy to były głownie zaburzenia odżywiania, czy miałaś też inne trudności?

[Agata] – Trudno mi nazwać wszystko to, co przetoczyło się przeze mnie w tamtym okresie. Na pewno przez minimum kilka miesięcy miałam stany depresyjne.

Stany te powracały i znikały, więc wydawało się momentami, że to jakieś moje urojenie, albo wymysł rozpuszczonej panny. To stopowało mnie przez szukaniem profesjonalnej pomocy. Wiesz, racjonalizowałam sobie, mówiłam, że ludzie mają przecież gorsze problemy, a ja “cuduję” tutaj zamiast zabrać się do roboty. Niestety, nadszedł moment, kiedy mój stan zaczął rzutować na codzienność: odwoływałam rozmowy w sprawie pracy, nawet randki, spotkania towarzyskie, zaszywałam się sama w domu z autodestrukcyjnymi myślami.

[Martyna] – Czy dzisiaj, patrząc na tę historię z mądrością, którą masz teraz, rozumiesz, co było przyczyną?

[Agata] – Po paru próbach trafiłam na cudowną psycholog. Ona pierwsza potraktowała mnie poważnie. Pomogła mi się pozbierać, choć trochę to trwało i nawet po terapii wciąż miewałam gorsze dni. Dzisiaj wiem, że tak naprawdę problemy z jedzeniem były tylko sposobem odreagowania emocji. Jedzenie w tym kontekście nie było w ogóle istotne (u innych mogą to być zakupy czy alkohol), bardziej chodziło o to, że nie wierzymy w siebie, mamy kompleksy. Można próbować je zagłuszyć na chwilę, jakoś się czymś “zatkać”, aby nie myśleć. Jako grzeczna dziewczynka wybrałam legalny narkotyk – jedzenie.


Nie miałam w tamtych czasach kontaktu ze sobą samą, nie lubiłam siebie, bardziej skupiałam się na tym, co ludzie mogą o mnie myśleć. Żyłam dla wyimaginowanych “innych”, co wpędzało mnie w coraz gorszy stan.

[Martyna] – Jak różni się tamta Agata od dzisiejszej Agaty?

[Agata] – Z wiekiem, dzięki terapii i rozmaitym doświadczeniom nauczyłam się bardziej realnie patrzeć na siebie, swoje osiągnięcia, jak i porażki. Przekonałam się, że mój obraz siebie był fałszywy, polubiłam siebie z zaletami i wadami, zrobiłam się spokojniejsza.

I chciałabym dodać coś bardzo ważnego – przestałam skupiać się na moich zaburzeniach. Zauważyłam, że miewamy taką tendencję, kiedy zdiagnozujemy u siebie jakiś “problem”, lubimy wokół niego budować całe swoje życie, stajemy się specjalistami, nawet prowadzimy blogi czy fora na ten temat (wiem coś o tym, ja byłam niemal ekspertką od zaburzeń odżywiania, miałam bloga i forum dyskusyjne). Dopiero po długim czasie zrozumiałam, że to wcale nie jest dobry objaw, chociaż na początku trochę pomaga.

Ale potem najlepiej przestać patrzeć na siebie, jak na osobę z jakimś “problemem” – tylko jak po prostu na osobę, która ma swoje gorsze dni, kiedy ma prawo zakopać się pod kocem i lepsze, kiedy mogłaby przenosić góry. To było bardzo wyzwalające odkrycie.


@ahududuk


[Martyna] – Jeśli mogłabyś spotkać się z samą sobą w tamtym czasie, kiedy miałaś objawy depresji, co byś sobie powiedziała?

[Agata] – Przede wszystkim powiedziałabym sobie to, co później mówiła mi psycholog, a mi tak trudno było to zrozumieć – że mam prawo do złych i dobrych dni. Mam prawo źle się czuć, mam prawo przeżywać porażkę, nawet mam prawo czuć się brzydka czy gorsza. Jednak w równym stopniu mam prawo czuć się świetnie, być z siebie dumna, odnosić sukcesy.

Powiedziałabym sobie, że taka huśtawka nastrojów w pewnym trudniejszym okresie życia jest normalna, że to minie, u kobiet może nawet zależeć od hormonów. Wystarczy tylko troszkę odpuścić sobie wysokie wymagania i dać prawo do bycia niedoskonałym.


Druga rzecz, którą bym sobie powiedziała, to to, żeby siebie w tym trudnym okresie dopieścić, dbać o ciało i duszę. Depresja to taki czas, kiedy wszystko robi się nam obojętne, nawet ubieranie się czy mycie włosów. Ale jednak warto zrobić choćby jakiś drobiazg, zmusić się.

Psycholog zachęciła mnie do kupowania sobie co jakiś czas kwiatów, bez okazji. Dla mnie to było odkrycie na miarę Ameryki! Wracałam do domu z kwiatami i wielkim uśmiechem na twarzy, a często łzami wzruszenia.

[Martyna] – Jak wygląda teraz Twoje odżywianie? Co jesz?

[Agata] – Moja droga potoczyła się tak, że po latach żywienia się byle jak, teraz odkrywam jedzenie dla samej przyjemności jedzenia. Nie do końca zgadzam się z teorią, że jedzenie służy tylko zaspokojeniu głodu – owszem, to jest najważniejsze. Ale nie tylko o to chodzi, ale także o cieszenie się życiem, pięknem świata, darami natury.

Po przeprowadzce do Turcji zaczęłam być coraz większym smakoszem. O ile kiedyś jadłam, żeby po prostu “zapchać” dziurę w duszy, o tyle teraz jem wszystkimi zmysłami. Niby nie lubię gotować, ale pociągają mnie kuchenne eksperymenty, wyszukiwanie ciekawych przepisów. Dużą rolę w tej zmianie odegrał nieświadomie mój mąż, który jest takim typowym “foodie” (tłum. smakosz). Tak naprawdę, jego stosunek do jedzenia był dla mnie szokiem na początku naszej znajomości. To, że jest w stanie po smaku potrawy odgadnąć z jakich składników jest zrobiona, było dla mnie czymś niesłychanym, bo ja nigdy nie jadłam w taki sposób.

Przeszłam długą drogę od osoby, która na obiad otwiera paczkę chipsów do kogoś, kto teraz je sezonowo, robi domowy jogurt, umie upiec chleb na zakwasie.

Uwielbiam kuchnię wegetariańską i wegańską, bo mi służy – jestem zdrowsza, lepiej się czuję.


@ahududuk

[Martyna] – Nie tylko to, co mamy na talerzu, ma znaczenie. Równie ważne jest to, jak jemy.

[Agata] – Nadal jem dość szybko, co jest skutkiem nie tylko moich problemów, ale także wielu lat pracy w pośpiechu i stresie, kiedy nie było czasu na jedzenie. Ale jednak staram się zwalniać tempo, delektować smakiem. Kocham restauracje, odkrywanie nowych potraw.

Nowym etapem teraz jest żywienie mojego rocznego synka – staram się przekuć moje doświadczenia w coś pozytywnego, tak aby jadł zdrowo i tak jak rodzice, kochał naturalne, proste jedzenie.

[Martyna] – Jaką masz radę dla kogoś, kto jest na etapie wychodzenia z zaburzeń odżywiania?

[Agata] – Przede wszystkim nie zakładaj, że “od poniedziałku to rzucam” albo “przechodzę na dietę”. Nie mów sobie “już nigdy”. Bo to po prostu nie działa – też tam byłam. Wszystko będzie dobrze do momentu jakiegoś emocjonalnego dołka, a potem będziesz się czuć podwójnie paskudnie: raz – bo jesz, i dwa – bo zawiodłeś samego siebie.

Raczej pomyśl, że najpierw musisz wyleczyć swoje emocje, a jedzenie będzie skutkiem ubocznym. Pomyśl o tym, jak o zdejmowaniu kolejnych warstw odzieży aż do momentu, kiedy pojawia się naga skóra.

Daj sobie czas na poznawanie samego siebie, nazywanie emocji, które są w Tobie w różnych sytuacjach, stawanie twarzą w twarz z tym co czujesz, co lubisz, jaki jesteś. Przygotuj się na długi proces i wiele porażek.

Na pewno polecałabym dobrego psychologa, który zna temat zaburzeń odżywiania. I na koniec – bądź dla siebie łagodny. Osoby z zaburzeniami odżywiania to często perfekcjoniści, którzy surowo siebie oceniają.

Odpuść. Wyluzuj. Posiedź czasem, albo poleż, bez planu i odhaczania obowiązków i wymagań. Spinanie się w niczym nie pomoże.


@ahududuk


[Martyna] – Agata, dziękuję za Twoją otwartość. To bardzo ważne, żeby osoby, które przeszły taką drogę, mówiły o swoich doświadczeniach. Jeśli ta rozmowa pomoże chociaż jednej osobie, będę bardzo szczęśliwa.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *