Oddaję w Wasze ręce rozmowę z Mateuszem Caputą – pierwszą rozmowę z cyklu ROZMOWY z POZYTYWNYMI. Mam nadzieję, że będzie dla Was równie inspirująca, jak jest dla mnie.



„Wszys­tko jest możli­we. Niemożli­we po pros­tu wy­maga więcej cza­su.”

– Dan Brown

Poznajcie Mateusza, który od 2,5 roku trenuje kalistenikę – aktywność fizyczną polegającą na treningu siłowym opartym na ćwiczeniach z wykorzystaniem własnej masy ciała.


@bonus_street_workout


[Martyna] – Mateusz, zacznijmy od początku. Od czego zaczęła się Twoja pasja? Dlaczego pewnego dnia postanowiłeś robić ze swoim ciałem takie rzeczy? Skąd przyszła inspiracja?

[Mateusz] – Wszystko zaczęło się od tego, że oglądałem na Youtubie różne video, w których chłopaki pokazywali, co można osiągnąć poprzez konsekwencję i trening.

Na poczatku, w ogóle nie dowierzałem, że to jest wykonalne! To, co robili ze swoim ciałem wydawało się nadludzkie. Czasami nawet przychodziło mi na myśl, że to jest „fake”, jakaś ściema po prostu.


@bonus_street_workout

Ale po czasie znalazłem kanał na Youtubie Kura Workout, w którym jego twórca, Mateusz tłumaczył, jak zacząć przygodę z kalisteniką. Od razu zabrałem się do pracy. Najlepsze było to, że nie trzeba było iść na siłownię, trening można było zwyczajnie zrobić w domu przy zerowych kosztach, z wykorzystaniem własnej masy ciała.

[Martyna] – Każda podróż zaczyna się od pierwszego, zazwyczaj bardzo trudnego kroku. Jak szło Ci na początku?


[Mateusz]: Początki były trudne. Zaczynałem od 10 pompek, 2 podciągnięć i kilku dipow (tłum. dip – ugięcia ramion, pompki na poręczach, pompki szwedzkie). Nie demotywowało mnie to, bo z każdym tygodniem widziałem progres w swojej sylwetce i sile. To była moja motywacja.

W każdy trening wkładałem 100% zaangażowania, a dzisiaj potrafię zrobić ze swoim ciałem rzeczy, które potrafi zrobić jedynie kilka procent ludzi na świecie

Dzisiaj mija 2,5 roku, od kiedy zacząłem trenować. Osiągnąłem coś, o czym marzyłem od początku. A z drugiej strony, nie osiagnąłem jeszcze połowy tego, co chciałbym wykonać w przyszłości. Może dlatego tak lubię to, co robię. W tym sporcie nie ma limitu, nie ma granicy, która wyznacza, że to koniec, że nie mogę się dalej rozwijać.


@bonus_street_workout


[Martyna] – To niesamowite, ile pracy wykonałeś. To, co umiesz teraz zrobić zawdzięczasz regularnym treningom. Ale czasami wszyscy mamy takie dni, kiedy zwyczajnie nam się nie chce. Jak sobie z tym wtedy radzisz?


[Mateusz]: Na ogół nie myślę w ten sposób, że może mi się nie chcieć, bo robię coś, co kocham. Ale jak już przyjdzie taki dzień, to zamieniam trening na rozciąganie relaksacyjne albo masaż. Wybieram coś, co pozwoli mi udoskonalić siebie i swoje ciało.

Bywają też dni, w których odczuwam ogromne bóle mięśniowe. Takie bóle, które nie pozwalają na zrobienie czegokolwiek. Wtedy wiem, że muszę zrobić dzień lub dwa przerwy. Ten czas gospodaruję na książki, doszkalam wiedzę z zakresu gimnastyki i kalisteniki. Praktycznie 100% czasu żyję swoją pasją.

[Martyna] – Masz jakąś strategię na takie momenty kompletnego spadku motywacji?

[Mateusz]: Na takiego doła, kiedy zupełnie nic Ci się nie chce są dwa sposoby. Pierwszy, to zrobić 30% z założonych planów albo zająć się czymś innym. Idź do kina, przeczytaj książkę albo ugotuj coś kreatywnego. Każdy znajdzie coś dla siebie. Najważniejsze to nie zmuszać się do niczego.

[Martyna] – Jestem bardzo ciekawa, jakie są najważniejsze wartości, które odnajdujesz w swojej pasji. Co sprawia, że tak to pokochałeś?

[Mateusz]: Trening daje mi przyjemność. Poznaję swoje słabości i pragnienia. Wiem, że każdy trening rozwija mnie sportowo i psychicznie. Pozwala mi też zbudować pewność siebie i daje mi własna oazę, w której czuję się dobrze. Nie muszę nikogo udawać. Odrywa mnie od tej kreowanej na pokaz rzeczywistości. Mogę zapomnieć o wszystkich problemach i dać się ponieść fantazji i kreatywności. Sam decyduję o tym, na co mam ochotę. Nikt mi nic nie narzuca. Jestem wolny. 



@bonus_street_workout

[Martyna] – A jakie zauważyłeś zmiany w swoim życiu od kiedy trenujesz?


[Mateusz]: Na pewno zmieniłem dużo złych nawyków, które miałem kiedyś. Nauczyłem się jak gospodarować swoim czasem, jak go nie marnować na social media, czy oglądanie telewizji. Nauczył mnie rownież, jak zadbać o to, co jem. Bo jesteśmy tym co jemy.

Zacząłem się zdrowo odżywiać, przeszedłem na weganizm. To też pozwoliło mi odkryć, jakim problemem dla świata jest spożywanie i produkcja mięsa. Ale oczywiście nikomu niczego nie narzucam, ani nie przekonuję do rezygnacji z mięsa. Każdy człowiek ma wolny wybór i decyduje o tym, co jest dla niego dobre.

[Martyna] – Jeśli miałbyś wskazać jedną najważniejszą rzecz, której nauczyłeś się podczas tych 2,5 roku odkąd trenujesz kalistenikę, co by to było?

Myślę, że trening dał mi pewność, że nie ma rzeczy niemożliwych. Że można osiągnąć wszystko. Musisz włożyć w to serce i przede wszystkim – mimo niepowodzeń, ciągle iść wyznaczoną scieżką


[Martyna] – Ile czasu w tygodniu poświęcasz na trening? Jak godzisz pasję z pracą i innymi aspektami codziennego życia?


[Mateusz]: Trening zazwyczaj zajmuje mi 2 godziny, 6 razy w tygodniu. Udaje mi się to godzić z pracą, dzięki temu, że pracuję w stałych godzinach od poniedziałku do piątku. Po pracy mogę spokojnie iść na silownię i poświęcić czas na trening. Co do rozrywki – myślę, że swój czas już miałem, wyszalałem się za wszystkie lata, więc nie mam potrzeby, żeby iść na imprezę.

Inna sprawa to weekendowe wypady z dziewczyną czy znajomymi. Dla nich zawsze znajduję czas, w sobotę czy niedzielę. Wtedy zwyczajnie trening wykonuję rano i resztę dnia mogę spędzić z nimi.

[Martyna] – Jeśli czyta tę rozmowę ktoś, kto planuje zacząć przygodę z kalisteniką- jakie byłyby Twoje rady?

„Najważniejsze jest po prostu wstać z kanapy, odlożyć telefon i po prostu zrobić ten pierwszy krok.”

Też istotne jest wyznaczenie sobie celu, bo bez tego w żadnym aspekcie życia nie ma szans na sukces. Ale cel nie może być zbyt wygórowany, żeby się nie zniechecić, bo w tym sporcie najważniejsza jest cierpliwość i konsekwencja.

Muszę też zaznaczyć, że nie jest to sport na kilka tygodni. Potrzebne są lata ćwiczeń, żeby osiągnać poziom mistrzowski, chociaż są figury gimnastyczne, których można nauczyć się już w 3 miesiące jak np. stanie na rękach.

Jeśli zaczynasz to przede wszystkim nie zniechęcaj się, że nie wychodzi. Uwierz mi, że pewnego dnia Ci to wyjdzie, a wtedy będziesz dumny jak nigdy wcześniej. Własnie dla takich chwil warto poświęcić kilka godzin w tygodniu. Pamiętaj też o systematyce – nie musi to być trenig 6 razy w tygodniu, 3 razy będzie wystarczająco.

Praca z własnym ciałem jest zupełnie inna niż dźwiganie metalu na siłowni. Tutaj będziesz poznawał swoje ciało, uczył się stymulować mięśnie, o których nie miałeś wcześniej pojęcia. Będziesz jednocześnie ćwiczył, uczył się i bawił własnym ciałem.

[Martyna] – Chciałbyś jeszcze dorzucić jakąś dawkę motywacji?

Chciałbym jeszcze dodać, że nie ważne, z którego miejsca startujesz. Ważne by robić to z sercem i słuchać własnego ciała.

Musisz zbudować swoją własną ścieżkę – czy będzie ona długa, nużąca i monotonna, czy też pełna sukcesów, adrenaliny i pozytywnych emocji – to wszystko zależy tylko od Ciebie


[Martyna] – Świetnie. Dziękuję Mateusz za Twój czas i cenną rozmowę. Uwielbiam to zdanie, że jeśli wkładasz w coś sercę i ciężką pracę, to nie ma rzeczy niemożliwych. Życzę Ci, żebyś doszedł dokładnie tam, gdzie sobie zaplanowałeś!


1 Komentarz

Wywiad z Mateuszem · Marzec 16, 2019 o 6:27 pm

Piekne slowa jestesmy dumni z ciebie tak wlasnie dazy sie do celu kocham cie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *